Nissan, tak zwany anglik, czyli auto z kierownicą po prawej stronie, kierowany przez mężczyznę.

Czy angliki rzeczywiście są takie niebezpieczne?

Gdy w sierpniu 2015 roku zmieniono w Polsce zasady rejestracji pojazdów i dopuszczono do ruchu samochody z kierownicą po prawej stronie bez konieczności robienia tzw. przekładki, przez media przetoczyła się fala dyskusji. Straszono masowym napływem tanich aut z Wielkiej Brytanii i drastycznym spadkiem bezpieczeństwa na trasach.

W naszym poprzednim artykule wyjaśniliśmy, ile kosztuje ubezpieczenie OC anglika i z czego wynikają wysokie stawki proponowane przez towarzystwa. Dzisiaj sprawdzimy, co na ten temat mówią twarde dane statystyczne – czy przerażające wizje sprzed lat znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości?

Pierwszy rok po zmianie przepisów: pierwsze statystyki MSWiA

Wbrew obawom ekspertów, zniesienie wymogu modyfikacji układu kierowniczego nie wywołało szturmu na wydziały komunikacji. Polacy podeszli do zakupu aut z kierownicą po prawej stronie bardzo ostrożnie.

Jak wynikało z podsumowania MSWiA opublikowanego po pierwszym roku obowiązywania nowych regulacji:

  • W całej Polsce zarejestrowano zaledwie ok. 500 aut z kierownicą po prawej stronie.
  • Pojazdy te uczestniczyły w tym czasie w 4 wypadkach drogowych oraz 83 kolizjach.

Rzeczywista skala problemu (dane z raportów branżowych)

Eksperci i analitycy rynkowi weryfikujący wpływ „anglików” na polski ruch drogowy (m.in. na łamach dziennika Rzeczpospolita) zwracali uwagę, że mity o „falach wypadków” wywoływanych przez auta sprowadzane z UK szybko pękły.

Liczba rejestracji aut w fabrycznej, brytyjskiej specyfikacji utrzymała się na poziomie poniżej 1% ogólnej liczby importowanych pojazdów używanych. W skali całego kraju, przy milionach zarejestrowanych aut, bezwzględna liczba zdarzeń drogowych z udziałem „anglików” pozostała promilowa. Okazało się, że wysokie stawki ubezpieczeń OC oraz trudności eksploatacyjne (np. wyprzedzanie na drogach jednopasmowych) skutecznie zniechęciły kierowców do masowego zakupu tych modeli.

Tło statystyczne: Jak wygląda ogólne bezpieczeństwo w Polsce?

Aby lepiej zrozumieć, jak znikomym odsetkiem są zdarzenia z udziałem aut z UK, spójrzmy na ogólny bilans bezpieczeństwa. Z danych Komendy Głównej Policji i Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego za 2025 rok wynika, że na polskich drogach odnotowano:

  • 20 925 wypadków drogowych,
  • 1 660 ofiar śmiertelnych,
  • 24 590 osób rannych,
  • 391 810 zgłoszonych kolizji.

Głównymi przyczynami tych tragedii niezmiennie pozostają: nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu (26,5%), przekraczanie dozwolonej prędkości (22,3%) oraz nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu (10,9%). Mówiąc wprost – za zdecydowaną większość niebezpiecznych sytuacji odpowiadają rutyna, błędy kierowców i zbyt szybka jazda, a nie konstrukcja samego pojazdu.

Wskaźnik ryzyka: Dlaczego ubezpieczyciele i tak patrzą na nie krzywo?

Skoro bezwzględna liczba wypadków z udziałem „anglików” jest znikoma, dlaczego polisy na te auta są o kilkaset złotych droższe?

Odpowiedź kryje się w pojęciu, które ubezpieczyciele nazywają wskaźnikiem ryzyka na jeden zarejestrowany pojazd:

  1. Gęstość zdarzeń: Gdy analityk towarzystwa ubezpieczeniowego bierze pod uwagę nie łączną liczbę wypadków w Polsce, a odsetek kolizji przypadających na sto zarejestrowanych aut danej grupy, okazuje się, że auto z kierownicą po prawej stronie statystycznie częściej bierze udział w stłuczce.
  2. Geometria drogi i martwe pola: Podczas jazdy po prawym pasie kierowca anglika ma mocno ograniczoną widoczność przy manewrze wyprzedzania. Musi wysunąć znaczny fragment pojazdu na przeciwległy pas, aby upewnić się, czy nic nie jedzie. To drastycznie podnosi prawdopodobieństwo zderzenia czołowego lub bocznego.

Ubezpieczyciele nie uzależniają ceny polisy od tego, czy „anglików” jest na drodze tysiąc, czy milion. Liczą prawdopodobieństwo wypłaty odszkodowania dla konkretnego egzemplarza.

Czy „angliki” rzeczywiście są niebezpieczne?

Czy „angliki” są tak niebezpieczne, jak zapowiadano lata temu? Nie w skali masowej – statystyki jasno pokazują, że nie zdominowały polskich dróg i nie stały się przyczyną kryzysu bezpieczeństwa. Jednak z punktu widzenia fizyki jazdy i widoczności, ryzyko drobnej stłuczki lub błędu przy wyprzedzaniu jest w nich obiektywnie wyższe.

Niezależnie od tego, jakim samochodem się poruszasz i po której stronie masz kierownicę – w przypadku kolizji masz prawo do pełnego i uczciwego odszkodowania. Jeśli ubezpieczyciel zaniżył Twoją wycenę lub odmawia pokrycia kosztów naprawy, skontaktuj się z Zespołem CITO. Pomagamy skutecznie dochodzić roszczeń na każdym etapie sporu!